Kaczka na Jurze, ale nie dziwaczka

Każdy z nas doskonale wie jak wygląda kaczka, choć bywają tacy, którzy mylą ją z kaczorem. Kaczka to ta brązowo-czarna, która niespecjalnie wyróżnia się w tłumie innych kaczek. I choć mamy wiele różnych gatunków to najbardziej pospolitą, występującą na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej jest kaczka krzyżówka.

Odróżnia się barwą od kaczora, który zdecydowanie bardziej przyciąga uwagę. Samiec ma zieloną głowę, piękny, żółty dziób i fioletowe dodatki na skrzydłach. Ma tym samym przyciągać uwagę samicy.

Upierzenie kaczki jest doskonałym kamuflażem w okresie, gdy ma młode lub wysiaduje jaja. Nie rzuca się w oczy drapieżnikom i spokojnie może wysiedzieć około 10 jaj przez okres jednego miesiąca. Lęg odbywa się tylko raz w roku w okresie wczesnej wiosny. Malutkie kaczki po wykluciu z jaj trzymają się możliwie jak najbliżej matki, aż osiągną tak zwana lotność. Po upływie około dwóch miesięcy od narodzenia rozpoczynają samodzielne życie.

 

Ciekawostką jest fakt, że istnieje fobia zwana anatidefobią. Jest to lęk przed byciem obserwowanym przez kaczki. Kaczki mają dość specyficzne, nieco budzące strach źrenice. I faktycznie gdyby się im dłużej przyjrzeć faktycznie mogą przyprawić o mały dyskomfort :).

Dlaczego wróble znikają z miast nie tylko na Jurze?

Jeszcze kilkanaście lat temu dało się doskonale słyszeć ćwierkające wróble w miejskich żywopłotach i parkach. Dziś to zjawisko jest coraz mniej rzadsze a populacja tych małych brązowo, szarych ptaszków drastycznie się zmniejsza.

W całej Europie w tym w Polsce populacja wróbli zwyczajnych i indyjskich w ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat zmniejszyła się o prawie 60%. To bardzo dużo. Przyczynił się do tego rozwój technologii i coraz mniej jest w miastach malutkich gospodarstw i przydomowych kurników, służących potrzebom domowników. Wróble nie mają zatem co jeść. Dorosłe żywią się głównie ziarnem, dlatego znaczna część tych ptaków wyemigrowała na wieś, gdzie jeszcze można je spotkać w większych gromadach. Kolejną przyczyną jest brak żywopłotów i zieleni w miastach. W parkach sadzi się często niskie drzewa o małej rozpiętości korony, dlatego ptaki nie mają odpowiedniego schronienia. Współczesna miejska zabudowa również nie sprzyja zadomowieniu się wróbli w miastach. Nie ma jak dawniej otworów w ścianach i drewnianych poddaszy, gdzie ptaki mogły założyć gniazdo i schronić się przed drapieżnikami.

Dawniej mówiono „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”, czas pokazuje, że przysłowie może okazać się zupełnie odwrotne. Znikanie wróbli jest dla nas dużym problemem, ponieważ ptaki te często polują na pasożyty i szkodniki roślin uprawnych. Przy okazji są piękne i na szczęście w wielu małych miasteczka i wsiach na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej jeszcze spotykane.

Czy na Jurze są biedronki?

Czy na Jurze są biedronki? Oczywiście, że tak. Na szczęście wciąż występują na tych terenach biedronki siedmiokropki, ale coraz częściej wypierane są przez biedronki azjatyckie. Inwazyjna tych chrząszczy z Azji co roku jest utrapieniem w wielu ludzkich domostwach. Różnica między naszą, piękną biedronką siedmiokropką a azjatycka jest dość duża. Po pierwsze ilość kropek, występujących na skrzydełkach. Nasz ma siedem a azjatycka wiele więcej, co widać na zdjęciach poniżej.

Biedronki azjatyckie choć występują w czerwonym kolorze, to nie rzadko możemy je spotkać w odmianie żółtej z czarnymi kropkami. Nasze siedmiokropki nie bryzą ludzi za to azjatyckie przebudzone ze snu zimowego, głodne i zdenerwowane, lubią napić się ludzkiej krwi. Pomimo, że ta wyjątkowo im smakuje jest dla biedronki azjatyckiej śmiertelna i po kilku dniach od posiłku biedronka azjatycka umiera.

Jeśli widzisz na biedronce azjatyckiej lekko przezroczyste pałeczki przy odwłoku lepiej jej nie dotykaj. To pasożyt, który często na nich żeruje. W czasie zarażenia biedronka je znacznie więcej. Wszystko byłoby dobrze i dwa organizmy żyłyby w idealnej symbiozie, gdyby pasożyt DcVP nie postanowił się nagle wyprowadzić z organizmu nosicielki. Pasożyt po wyjściu na zewnątrz używa ciała biedronki jak swoistej tarczy, kontrolując jednocześnie mózg chrząszcza, który nie może się uwolnić od pasożyta. Dziwne prawda? Na szczęście z czasem pasożyt odpuszcza biedronce i ta w miarę możliwości często wraca do normalności, w miarę możliwości życiowych.

Co w średniowieczu uprawiano na jurajskiej roli?

Dawno temu rolnictwo nie było łatwe, zwłaszcza na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Gleba na tych terenach nie jest żyzna, więc i uprawa roślin była trudna. W średniowieczu, by pozyskać pole pod uprawę trzeba było się bardzo napracować. Tereny były zdominowane przez lasy, które trzeba było wykarczować na kawałek pola. Często pozyskiwano takie pole za pomocą wypalania fragmentu lasu, następnie trzeba było wyczyścić ziemię po pogorzelisku, przeorać prymitywnymi narzędziami i dopiero wtedy rozpocząć siew.

Ziemia z czasem jałowiała od zbyt intensywnej uprawy i wprowadzono dwu podział pola. Przez jeden rok siano zboże a w kolejnym roku ugorowano pole, dając mu tym samym odpocząć i zregenerować glebę.

W dawnych czasach najpopularniejszymi roślinami uprawnymi były gryka, jęczmień, żyto i pszenica. Gryka była podstawowym pożywieniem dla średniowiecznego chłopa i jego Pana. Trafiała na stoły biedne i bogate.

Owies, który stanowił pożywienie dla ludzi oraz paszę dla zwierząt, często uprawiany był na jałowej Jurze. Nie wymagał bowiem żyznej ziemi przez co był łatwiejszy w uprawie.

Do uprawy średniowiecznej roli używano prymitywnych narzędzi jak radła, dzięki którym można było spulchniać ziemię. Dopiero z czasem rozwoju rolnictwa średniowiecznego wprowadzono sochy, płużyce i pługi, które odwracały ziemię. Gdy nadchodził czas żniw, do ścinania zboża używano ręcznych sierpów a do uzyskania ziarna ścięte rośliny młócono ręcznie cepami.

Deweloper w lesie, czyli dzięcioł

Charakterystyczny stukot w drzewa, który towarzyszy podczas wędrowania po lesie to nic innego jak odgłosy pracującego dzięcioła. Ten niezwykły ptak jest dość często spotykany w polskich lasach. Najpopularniejszy to dzięcioła czarny i duży, ale występują również w Polsce dzięcioły zielone i najrzadsze trójpalczaste.

Dzięcioł zielony często spotykany jest na łąkach i w trawie, gdzie poluje na robaki i małe larwy. Najchętniej jednak przebywają na drzewach, które ostukują w poszukiwaniu pożywienia. Drzewa, które wybierają są najczęściej chore i zaatakowane przez pasożyty, dlatego często mówi się, że dzięcioły są lekarzami drzew. Po prostu wyjadając atakujące drzewo robaki oczyszczają je. Nie zawsze jednak udaje się takie drzewo uratować. Nie jest to oczywiście celem dzięcioła, ale przy okazji staje się on doskonałym sanitariuszem lasu.

Dziuple dzięciołów służą doskonale jako miejsce lęgu ptakom, które nie potrafią zrobić własnego gniazda. Przykładem są chociażby sowy włochatki albo leśne gołębie. Darmowe M1 od dzięcioła dla innych gatunków ptaków.

Ciekawostką jest fakt, że dzięcioły mają bardzo mocne dzioby a uderzenie w drzewo to ogromne przeciążenie dla tego ptaka równe jednej tonie. Nic mu jednak nie dolega i jest przystosowany do tak ekstremalnych warunków. Drugą ciekawostką jest bardzo długi język, dzięki któremu ptaki te mogą wygrzebać z wnętrza drzewa larwy i pasożyty. Dzięcioły po zakończeniu pracy owijają swoje długie języki wokół mózgu wewnątrz głowy.

 

 

Kret, czyli mały górnik pod naszymi stopami

Kiedy myślimy krecik od razu na myśl przychodzi czeska bajka o sympatycznym zwierzaku. Postać z kreskówki tylko na ekranach telewizora wygląda tak słodko. W rzeczywistości krety są niezwykle drapieżne i ciągle by tylko jadły. Swoje podziemne korytarze drążą w poszukiwaniu pożywienia, którym są przede wszystkim dżdżownice.

Zimą krety dosłownie kurczą się, by zmniejszyć zapotrzebowanie na dostarczanie energii organizmowi. Choć spowalniają swoją aktywność nie oznacza, że zapadają w długi sen zimowy. Wystarczy kilka cieplejszych dni zimą i w naszych ogrodach możemy zobaczyć charakterystyczne czarne kopce wychodzące z ziemi. Krety pod ziemią budują swoje spiżarnie, w których gromadzą pożywienie w postaci nadgryzionych, okaleczonych, ale wciąż żywych dżdżownic. Zimą taka spiżarnia jest niezbędna do przeżycia.

Krety nie potrzebują wzroku do poruszania się pod ziemią. Panują tam przecież ciemności. Nie oznacza to jednak, że krety nie maja oczu. Mają bardzo małe i ukryte pod sierścią na głowie. Kret do poruszania się używa ogromnych w porównaniu do jego ciała przednich łap z pazurami. Doskonale wykorzystuje zmysł węchu i słuchu. Waga tych ssaków też nie jest zbyt imponująca, bo to niespełna 100 gram.

Choć możemy być poirytowani widząc wiosną i latem kopce kreta w naszych ogrodach to tak naprawdę bądźmy wdzięczni tym zwierzakom, ponieważ wyjadają larwy chrząszczy podgryzające nasze trawniki. Dzięki temu rośnie trawa. Zobaczyć kreta na powierzchni graniczy z cudem, zatem szczęściarzem jest ten kto miał okazję go spotkać.

 

Jerzyk czy jeżyk?

Jerzyk to bardzo interesujący ptak, który choć odlatuje z Polski na sezon zimowy to chętnie do nas wraca wiosną. W Polsce przebywa mniej więcej od kwietnia do sierpnia, po czym odlatuje w długą, trzymiesięczną podróż do ciepłej Afryki Południowej.

Ciężko zobaczyć Jerzyka na gałęzi drzewa a można powiedzieć, że jest to praktycznie niemożliwe. Ptaki te większość życia spędzają w locie. W powietrzu, śpią, jedzą, kopulują i odpoczywają. Jerzyk nawet dwa lata może spędzić w locie, co czyni go niezwykłym w ptasim gronie. Jedynym wyjątkiem, kiedy jerzyk siada jest okres lęgowy. Wedy samica składa jaja i wychowuje młode. Gniazdem dla jerzyka są dziuple starych drzew albo szczeliny w skałach, dzięki czemu upodobały sobie teren Jury Krakowsko- Częstochowskiej. Mają tu wiele miejsc, gdzie mogą spokojnie wychować potomstwo.

Ptaki te są bardzo pożyteczne, ponieważ odżywiają się owadami latającymi takimi jak komary czy meszki, których wyjątkowo nie lubimy. Jerzyki na pierwszy rzut oka mogą przypominać jaskółkę, ale szybko można się zorientować po braku białego upierzenia, że nimi nie są. Dożywają dwudziestu lat i co ważne są pod ochroną.

Maczuga Herkulesa w Ojcowskim Parku Narodowym

Na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego, tuż przy zamku Pieskowa Skała stoi 25 metrowa skała wapienna zwana Maczugą Herkulesa. Jej zdjęcie znajduje się chyba w każdym podręczniku do geografii. Nie ma osoby, która nie zachwyciłaby się widokiem tej samotnie stojącej skały zwłaszcza, gdy na około otacza ją jesień.

Zbudowana jest z wapienia skalistego górnojurajskiego, który jest bardzo odporny na procesy denudacyjne jak wietrzenie, erozja i inne czynniki zewnętrzne, które działają bezpośrednio na skały. Wapienie te tworzyły się 150 milionów lat temu na dnie ciepłego morza z nagromadzonych szkieletów i muszli pierwotnych skorupiaków.

Niewiele osób wie, że Maczuga Herkulesa ma również inną nazwę Sokolica. Podobno według legendy w zamku Pieskowa Skała był dawno temu więziony pewien zbójnik. Miał zostać stracony, ale Pan zamku postanowił go ułaskawić pod warunkiem, że przyniesie mu pisklę z gniazda sokoła, które znajdowało się na szczycie skały. Zbój głowił się całą noc jak tego dokonać a gdy rano spojrzał w kraty lochu zobaczył sokoła, który trzymał w dziobie pisklę. Mały ptak został podarowany zbójnikowi przez matkę, dzięki czemu uniknął śmierci.

Każdego roku do Ojcowskiego Parku Narodowego przyjeżdża wielu turystów. Mają okazję zobaczyć piękno przyrody. Jura zdecydowanie najpiękniejsza jest jesienią, kiedy skały wapienne otoczone są kolorowymi drzewami. Po więcej zdjęć zapraszam również na moją stronę:

https://www.facebook.com/przewodnik.opn

Las, nasz cichy przyjaciel

Las to jedno z najwspanialszych dzieł natury. Wpływa bardzo korzystnie na nasz układ nerwowy oraz zdrowie fizyczne. Produkuje nie tylko tlen, ale również oczyszcza powietrze z zanieczyszczeń produkowanych przez człowieka. Pochłania nadmiar dwutlenku węgla przez co doskonale wpływa na środowisko naturalne.

Lasy wpływają nie tylko doskonale na klimat, ale również na glebę. Powodują zatrzymywanie wody w ziemi, utrzymują wody powierzchniowe i podziemne. Są doskonałym filtratorem wody, dzięki czemu zatrzymują wiele niebezpiecznych wirusów, które mogłyby się dalej rozprzestrzeniać i zagrażać ludziom i zwierzętom. Dzięki zatrzymywaniu wody lasy zapobiegają powodziom. Ponadto zatrzymują zjawisko wyjaławiania  i erozji gleby. Są doskonałym domem dla rozwoju flory i fauny.

Są schronieniem dla wielu gatunków zwierząt. Częste chodzenie po lesie powoduje obniżenie poziomu stresu, ciśnienia i napięcia mięśniowego. Zieleń i inne kolory lasu powodują u osób, które wędrują po nim wydzielanie tzw. hormonu szczęścia. Warto zatem przynajmniej raz w tygodniu wyrwać się z domu i odwiedzić las, który tak kojąco wpływa na nas ludzi.

Po więcej zdjęć zapraszam na moją stronę:

https://www.facebook.com/przewodnik.opn

Zielono mi, czyli ciekawostki o pasikoniku

Pasikonik to niewątpliwie piękny owad. Cały jest ubarwiony na zielono a jedyne ciemne elementy na jego ciele to maleńkie, ciemne kropeczki i czarne źrenice. Nazwa pasikonik, wzięła się prawdopodobnie od pasterza koni. Faktycznie często można je spotkać na łąkach, na których wypasają się konie. Jak to często w przyrodzie bywa samice są większe od samców a w budowie różnią się na pierwszy rzut oka tak zwanym pokładełkiem. Jest to długa igiełka przy odwłoku, dzięki której samica wierci dziurę w ziemi i składa w niej jajka. Młode nie mają początkowo skrzydeł. Pojawiają się u nich dopiero po kilku tygodniach.

Zarówno samce, jaki samice mają bardzo długie czułki, które pomagają im w orientacji w terenie. W przeciwieństwie do konika polnego pasikoniki wygrywają swoje melodie na skrzydełkach a nie na nóżkach.

Pasikoniki bardzo daleko skaczą i są niezwykle szybkie. Nie jest łatwo ich zatem złapać. Może dobrze, ponieważ boleśnie gryzą, a że szczęki mają bardzo mocne mogą ugryźć nawet do krwi. Te mocne szczęki służą im do odgryzania kłosów i grubszych traw, którymi się żywią, są pomocne również w obronie przed innymi owadami.