Zamek w Mirowie jest jedną z najpiękniejszych ruin na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z XV wieku, ale prawdopodobnie warownia była wybudowana wcześniej na rozkaz króla Kazimierza Wielkiego. Pierwszym znanym burgrabią na zamku był niejaki Sasin. W połowie XV wieku zamek zakupiła rodzina Lisów, którzy przebudowali warownię w solidny zamek rycerski dobudowując do niej basztę, piwnice i otaczając ją murem obronnym. Z czasem zamek przejął Piotr z Bnina, który dobudował do zamku wieżę mieszkalną. Prawdziwy rozkwit zamku datuję się jednak na czas, kiedy właścicielami był ród Myszkowskich. Warownia była dla nich tak ważna, że zaczęli tytułować się mianem „Myszkowscy na Mirowie”. Dokonali szeregu zmian w architekturze zamku. Podwyższyli o dwie kondygnacje wieże mieszkalną, do której dobudowali dodatkową ścianę. To spowodowało, że powstał nowy dziedziniec. Zamek był własnością rodu Myszkowskich prawie 150 lat. W XVI wieku zamek zakupili Korycińscy a z czasem Męcińscy. Nowi właściciele nie dbali jednak o zamek tak jak poprzednicy, dlatego zaczął z czasem popadać w ruinę. Zamek został opuszczony, niszczony zębem czasu i ograbiany przez rabusiów, którzy w ruinach od czasu do czasu szukali a to skarbów, a to „nie wiedzieć, czego”. Z początkiem XIX wieku nie miał już dachów. W 1934 roku podczas ogromnej nawałnicy, która przeszła przez Mirów i pobliskie okolicy zawaliła się południowa ściana wieży mieszkalnej oraz fragmenty murów. Z kamienia pochodzącego z ruin zamku wybudowano drogę w Mirowie. Z czasem na szczęście zabezpieczono ruiny zamku, żeby budulec nie był ciągle rozkradany. Dziś zamek jest własnością prywatna, należy do rodziny Laseckich, którzy postanowili odbudować zamek. A na koniec ciekawostka. Legenda głosi, że zamek w Mirowie łączy podziemny tunel z zamkiem w Bobolicach. Ten zaś od opisywanego zamku oddalony jest zaledwie 2 kilometry. Podobno w zamierzchłych czasach zamki należały do dwóch zgodnych braci, którzy zakochali się w tej samej dziewczynie…a na resztę tej historii zapraszam podczas spaceru z przewodnikiem jurajskim.
