Trzy centymetry fioletowego połysku

W tym roku zima jakaś nie zimowa. Styczeń ciepły a chwilami czuć nawet powiew wiosny. Przypominają się letnie dni, kiedy na polach i łąkach roi się od owadów. Jeden z bardziej wyjątkowych, którego możemy spotkać na Jurze to ponad 3 cm oleica fioletowa.

Nazwa tego owada wzięła się od koloru czarnego z mocno dominującym fioletowym lub niebieskim połyskiem. Pokrywy skrzydeł są bardzo skrócone a rozrośnięty odwłok, zwłaszcza u samic może zaciekawić obserwatora. Oleica fioletowa ma zwykle długość około 3,5 cm i mowa tu o samicy, ponieważ jak to w świecie zwierząt bywa samiec zazwyczaj jest mniejszy. Pomimo jego sporych gabarytów trzeba uważać pod nogi, żeby nie zdeptać tego wyjątkowego robaczka.

Oleicy fioletowej lepiej nie dotykać, ponieważ zaniepokojona wydziela związek chemiczny zwany kantarydyną. Jest to bardzo silna trucizna a jej ilość zawarta w jednym samcu tego owada, stanowi dla człowieka dawkę śmiertelną. Jest to również dawka, która powali zwierzę gospodarskie. Zdarzało się, że owce, krowy, czy krowy zdychały, ponieważ prawdopodobnie zjadły owada wraz z sianem, bądź ze świeżą trawą na łące. Nie ma tutaj znaczenia, czy był to owad żywy, czy martwy. Ciekawostką jest fakt, że wspomniany wcześniej związek chemiczny jest podobno w bardzo małych ilościach uznawany za afrodyzjak. Lepie jednak podziwiać tego owada z daleka i nie eksperymentować.